Witajcie!
Niemalże dokładnie dwa lata temu spacerowałem po ulicach skąpanej w wiosennym słońcu Pragi. Od samego początku zauroczyłem się tym miastem. Choć nie uważam siebie (a chciałbym!) za wielkiego europejskiego obieżyświata, to praskie ulice i zakamarki starych kamienic zrobiły na mnie wrażenie tak wielkie, że nawet teraz, gdy przeglądam ’stare’ zdjęcia z tego wyjazdu to uśmiecham się sam do siebie mówiąc w duchu “Muszę tam znów pojechać!”. Ten cały zachwyt nie jest spowodowany tym, że Praga ma metro, które bajecznie sprzyja weekendowej turystyce. Pomijam już fakt, że nie zaznałem tam przykrości autobusowej komunikacji zastępczej spod znaku T2 (Poznaniacy doskonale wiedzą o co mi chodzi, a reszta czytelników ma powody do radości, jeżeli nie jest w stanie skojarzyć tajemniczego symbolu z rzeczywistym kataklizmem komunikacyjnym
). Nawet nie chodzi mi o przepiękne, odnowione ze smakiem, zabytkowe kamienice, wśród których bardziej nowoczesne budynki nie rażą swą odmiennością.
To co mnie w Pradze urzekło to klimat. Nie mówię tu o temperaturze czy wilgotności. Chodzi mi o atmosferę, którą może poczuć nawet samotny turysta nie znający języka czeskiego. Magiczne bulwary, pełne ludzi gapiących się z niezrównaną uwagą na ruszające się (bądź nie) atrakcje turystyczne. Do tego mnóstwo restauracji, kawiarenek, których ogródki same zapraszają do odpoczynku w blasku zachodzącego słońca. I wreszcie cała masa zabytkowych miejsc, starówek, placów większych i mniejszych, kościołów i budowli wszelakich, które razem tworzą niesamowicie spójny, acz różnorodny obraz tej środkowoeuropejskiej stolicy. Zdaję sobie sprawę, że zapewne znajdzie się spora grupa osób, które kompletnie nie podzielą mojego zdania i zapewne przecierają oni teraz oczy ze zdumienia czytając te wszystkie zachwyty. Jest to obraz jaki ja zapamiętałem i utrwaliłem na zdjęciach. Muszę się przyznać jednak do tego, iż Praga zrobiła na mnie wrażenie właśnie swoją tradycyjnością, urokiem i spójnością przepięknej klasycznej architektury. Co jest o tyle ciekawe, że jestem miłośnikiem raczej szklanych domów niż sypiących się i wiecznie remontowanych kamienic.
Powyżej wspomniałem kilka poprzednich publikacji na RzućButem!, które przedstawiają Pragę widzianą moimi oczami. Do tych zdjęć dziś chciałbym dołączyć kolejne. Wykonane podczas dwudniowej wizyty na początku kwietnia 2010 roku. Zdjęcie, które (mam nadzieję) oddaje w sposób choć trochę przekonujący i wiarygodny, emocje, które wyraziłem powyżej.
“Wiosenna Praga”
Niniejszy post niech stanowi chwilę wytchnienia od poznańskiej architektury. Jak słyszałem, był w publice pewien przesyt, postanowiłem więc na chwilę oderwać się od przyziemnych poznańskich widoków na korzyść powyższego krajobrazu miejskiego. O krajobrazach miejskich pisałem już przy okazji wpisu: “Krajobraz miejski”. Zaprezentowane tam zdjęcie jest przedstawicielem bardziej krajobrazu a mniej architektury. Krajobraz widoczny powyżej, jest z kolei (moim zdaniem) bliższy pejzażom typowo architektonicznym. Jest to jednakże również dobry, w mojej opinii, przykład zdjęcia, które łączy te dwie dziedziny fotografii. Jak widać obydwa zdjęcia przedstawiają krajobraz praski. To kolejna zaleta tego miasta. Oglądając zdjęcia przedstawiające nabrzeże Wełtawy, nieodmiennie odnoszę wrażenie, że w jakiś sposób sprzyja ona kreowaniu tego typu krajobrazów miejskich. Fakt ten jest o tyle unikatowy, iż w Poznaniu zupełnie tego klimatu nie czuję. Będąc ostatnio w Krakowie miałem podobne, praskie skojarzenia w tym temacie, jednakże pogoda, która nie zachwyciła, utrudniła w sposób skuteczny wykonanie kolejnych miejskich pejzaży. A szkoda…
Tak sobie myślę, że może warto pokazać jeszcze kilka, nie publikowanych do tej pory zdjęć z Pragi. Będą dobrym uzupełnieniem tych rozważań – tak myślę. A wy?









