Nowy Rok zaczęliśmy razem z RzucButem! w towarzystwie zdjęć, delikatnie rzecz ujmując, około architektonicznych. Wielokrotnie wspominałem, wszędzie gdzie się da, że zdjęcia architektury to jest to co tygryski lubią najbardziej a ostatnie zdjęcia trochę odbiegają od tej dziedziny fotografii. Nie żebym nie lubił innych zdjęć, które tutaj zamieszczam – nie lubię tych, których Wam nie pokazuję i jest to mniej więcej remis pomiędzy architekturą i resztą świata
. Skoro zatem reszta świata ostatnio wiodła prym na blogu, należy nadrobić zaległości pewnymi klasykami…
Mówiąc o klasykach mam na myśli architekturę szklaną i ceglaną – czyli taką jaka wywiera na mnie zazwyczaj największe wrażenie. Dawno temu, tak dawno, że aż sam nie mogę uwierzyć, że ciągle jeszcze nie opublikowałem efektów z tego wypadu, wybrałem się na fotograficzną wyprawę odwiedzając mury Uniwersyteckiego kampusu na Morasku w Poznaniu. Wybierałem się tam niezliczoną ilość razy, wiedząc, że nowoczesne budynki wyrastają tam jak grzyby po deszczu. Wreszcie, latem 2o1o roku wybrałem się w towarzystwie znajomego- Wojtka, aby zobaczyć co to za cuda wybudowano.
Przeżyłem rozczarowanie, z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, całość kompleksu wyrasta praktycznie w szczerym polu, stąd widok dookoła nie jest zbyt atrakcyjny. Budynki są rozstawione w sposób strategicznie utrudniający zebranie kilku w jeden kadr – ale widocznie tak już musi być – z rozmachem! Inna sprawa, że same budynki też mnie nie zachwyciły. I to nie tak, że nie ma tam szkła, cegły czy innych ciekawie komponujących się materiałów. Wszystko tam jest – tylko same bryły średnio ciekawe. W dodatku pogoda, która nam towarzyszyła nie była, nazwijmy to, moją ulubioną fotograficzną aurą… Należy też koniecznie wspomnieć o ochronie, która prezencją niewiele wyróżniała się od zbieraczy puszek po poznańskich osiedlach. Za to krzepę do przepędzania, nomen omen, poznańskich studentów miała, a konkretnie miał – bo wrażenie odniosłem, że całego kampusu broni, niczym ostatni sprawiedliwy, dziadziuś (z całym szacunkiem do wszystkich Dziadków) w sraczkowatej, przepoconej koszulce z żółtawym, wytartym napisem OCHRONA na plecach. Od razu przyznam się, że nie byliśmy zbyt posłuszni i raczej nie zaprzestaliśmy fotograficznych rytuałów po upomnieniu. Ale co to w sumie za przyjemność jak człowiek zastanawia się czy z za szklanych drzwi nie wyskoczy zaraz sraczkowata koszulka? Na szczęście kampus jest rozległy i można zmienić miejsce bez narażania się na kolejne wyzwiska ze strony ochroniarzy.
W efekcie wrażenia po sesji były na tyle kiepskie, że zdjęcia porzuciłem bez większego zainteresowania. Zarchiwizowałem i czekały na lepsze czasy. Przy okazji czynionych ostatnio w tym zakresie porządków natrafiłem na bardzo ciekawy materiał do obróbki i obrobiłem je z wielką przyjemnością. Poniższe zdjęcie stanowi zapowiedź tego co ukaże się w następnym wpisie/wpisach w trochę większej ilości, lecz podobnej tematyce.

Mam nadzieję, że ten smakowity (moim zdaniem) fotograficzny kąsek umili Wam oczekiwanie na kolejne produkcje z tej kategorii. Nie trzeba będzie jednak zbyt długo czekać, bo jak zapewne zauważyliście, po Nowym Roku trzymam się pewnej częstotliwości – co bardzo mnie cieszy
Jak zapewne wnikliwi obserwatorzy zauważyli, zmodyfikowałem dziś główny banner zdobiący bloga. Nie jest to graficzny majstersztyk – zdaję sobie sprawę. Być może, w chwili nadmiaru wolnego czasu modyfikacja będzie bardziej gustowna
Niemniej zależało mi od jakiegoś czasu na dodaniu moich ulubionych sentencji traktujących o fotografii. Uważam, że cytaty bardzo trafnie oddają sposób w jaki prezentuję rzeczywistość za pośrednictwem tego bloga.
Chętnie też przeczytam opinie dotyczące tego zdjęcia, bloga czy też opisanej powyżej sytuacji. Trzymajcie się i do przeczytania!